Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plenery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plenery. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 stycznia 2014

Ciągle zima

Miało się ocieplić i nic, ciągle minus kilkanaście. Nie przepadam.
Trzeba ogrzać Izę chustą. Padał śnieg, więc bardzo pospieszna sesja:


Tutaj Eskarina postanowiła się zaprezentować w towarzystwie chusty, która zrobiona jest z resztek włóczki, z której robiłam getry z poprzedniego posta. Nie wiem ile jej zużyłam. Pewnie koło 100 gram, czyli ok 550 metrów.


 A tu Daniel prześwituje:


Danielowi dorobiłam ocieplacz do czapki, którą już pokazywałam
Taki z zębem i wywijany.






 A to moja czapka zrobiona z resztek pogryzionej przez Suri.

Tak naprawdę zrobiłam dużo, dużo więcej rzeczy, ale nie wszystkie udało mi się uwiecznić, albo są sfotografowane w sztucznym świetle wyglądają naprawdę kiepsko w porównaniu z rzeczywistą ich urodą ;), dlatego ich nie pokazuję. 
Teraz - w związku z brakiem nowych włóczek pruję stare rzeczy i przerabiam je na inne. 
Na przykład z fajnego ale zmechaconego swetra robię szalik - całkiem mi niepotrzebny, ale w tym kolorze nawet jako tako wyglądam, więc... I czapkę do niego zrobię. 

I nie mówcie mi, że zima jest piękna. Jest. Mam pół komputera zdjęć, wystarczy, sobie mogę pooglądać. Daniel wprawdzie wyjął sanki, nawet mnie na nich woził, OK wystarczy. 



wtorek, 9 października 2012

Esssskarriiina i inni

Zanim pochwalę się jakimiś robótkami, na rozgrzewkę moja najmłodsza panna - Eskarina.
Imię może niekoniecznie dla kota, ale Eskarina Kowal to jedna z moich ostatnio ulubionych postaci literackich: dziewczynka - mag, bohaterka "Równoumagicznienia".
Właściwie wcale nie zależało mi na kolejnej dziewczynie, chyba nawet wolałam kocurka, ale trafiła się dziewczyna.
Fajnie mieć Eskarinę, właśnie leży obok mnie i mruczy.



I fajnie mieć Jane - leży na fotelu obok i śpi.
Kociaszki:
 Daniel z Bertą
 i Suri - śpi w swojej ulubionej pozycji
i biega
 i Danielowe moje ulubione
A tu - dosłownie za parę chwil:

No i obiecuję sobie odezwać się wkrótce z czymś nowym.





piątek, 6 kwietnia 2012

Wiosna, nie da się ukryć...




Sasanki powoli, baaardzo powoli pokazują główki, jedna nawet odważyła się zakwitnąć.
Trawa paskudna, wstyd pokazywać.











W związku z chłodami porannymi zrobiłam chłopakom mitenki, Danielowi również czapkę, małą i lekką, tak na teraz:




Właściwie to włóczka kupiona na skarpety, ale było jej więcej i małe Danielikowe skarpetki jeszcze wyjdą, a dla mnie za dużo niebieskiego...

Ruszyliśmy dziś z kijkami do lasu, bo wczorajszy spacer dobrze nam zrobił, ale pilnowanie 2 psów - Berta zwiała, Suri tylko dlatego nie zwiała, że nie wiedziała w którą stronę Berta pobiegła, dziecka gmerającego w wodzie i sprawdzającego grubość lodu (tak, tak: lo-du), kijów i robienie zdjęć to duże wyzwanie:

To białe - do czego zmierzają radośnie moi podopieczni to lód na stawie, topniejący wprawdzie, ale lód.



Na szczęście, jak Berta ucieknie na początku spaceru, to potem już nie odchodzi, bo jest zmęczona. Wróciła, oczywiście, po kilku minutach z bardzo brudnymi łapami, od razu zrobiło mi się lepiej.


A Suri trzyma się Berty, więc był spokój. Potem tylko wąchały sobie kwiatki i obszczekiwały spacerowiczów. 

Na razie jest fioletowo, za dwa tygodnie będzie biało, może już za tydzień - zakwitną zawilce.

piątek, 17 lutego 2012

Dzień kota

Dobrze mieć porządek w zdjęciach. 
Przekonałam się dziś o tym po raz kolejny grzebiąc w kilku komputerach, telefonach, pen-drive'ach, żeby znaleźć ulubione zdjęcia moich kotów. I tak udało mi się tylko częściowo.

Ta mozaika jest autorstwa pewnego zdolnego absolwenta filozofii, miłośnika kotów oczywiście (nie wiem 6 czy 7 miał, jak byłam po to dzieło). Mam jeszcze mozaikę z żabą i planuję jaszczurki, ale dziś nie mówimy o żabach, tylko o kotach.

Nie ma dnia psa, prawda? W każdym razie nic o tym nie wiem.
Chociaż to przecież pies jest takim wiernym przyjacielem, a moje psy są 10 razy większe od kotów, to i tak koty robią większe zamieszanie (chociaż Suri nadrabia, jak może).

Firanki z kotami, biżuteria z kotami i w kształcie kotów - kolczyków mam z pięć par (a z psami żadnej), torebki z kotami, koszulka z musicalu "Koty", drewniane koty, kalendarz kota Simona (w plecaku Daniela), "Kot w stanie czystym" Pratcheta - nie znalazłąm, ale mamy, Bastet na kominku, kocie origami... Znacie to kociarze, prawda? Nie wspomnę o saszetkach dla wybrednych kotów, oraz dla kotów-anorektyków, kocich pawiach od czasu do czasu, czy kocich kuwetach (mam 2),
Mantra - moja szara eminencja, niewielu zna ją osobiście, chyba nawet na palcach jednej ręki można policzyć tych, którym pozwala się pogłaskać, nieliczni w ogóle ją widzieli, chociaż często ją słychać. Zdjęcia Mantry są zdecydowanie bardziej rozproszone i pogubione, bo to leciwa dama - ale nie widać prawda?

Za to Jane lansuje się wszędzie, nietrudno ją "zdjąć", poza tym jest młodsza i zdecydowanie mniej nośników trzeba przejrzeć, żeby ją zobaczyć.

Kiedyś Daniel bawił się moim telefonem i robił zdjęcia "kto o czym myśli" - idealnie ujął jej naturę:

A to origami Danielikowe:
Fajna zakładka, nie?




Obiecuję moim kochanym psom, że im też kiedyś poświęcę jakiś wpis i w ogóle zrobię im dzień psa. (I tak nie umieją czytać ;-))

Szukając tych zdjęć natknęłam się na moje ulubione zimowe, bodajże w folderze "sierpień dwa tysiące ileś tam..."







 To ścięte drzewo, to dzieło bobra, nie Daniela, naprawdę.